sobota, 18 listopada 2017

STARY BROWAR KOŚCIERZYNA - CIEMNA 10º




Moi mili to już ostatnie piwo z cyklu „Tydzień ze Starym Browarem Kościerzyna”. Piw było sześć, czas leci nieubłaganie, a łezka się w oku kręci. No, dobra żartowałem z tą łezką…
Generalnie wiecie jak było. Czasem było dobrze, czasem było źle. Może swoiste podsumowanie zapewni nam Ciemna 10º?
Wydaje mi się, że chyba trochę przekombinowali z tym piwem. To znaczy z jego nazwą. Tu piszą Ciemna 10º, ale ekstrakt przecież nie wynosi 10, tylko 11,8%. To jak ja mam to rozumieć do krasnej jędzy?! Zakładam, że piwem chciano nawiązać do Czech i ich Bohemskiego Ciemnego, zwanego w kraju „pepików” tmavý ležák. To taki odpowiednik niemieckiego Dunkela. W uproszczeniu można domniemywać, że autor miał na myśli ciemną czeską desitkę. Tylko czemu do cholery nie jest to desitka, tylko niemal dwunastka? „Hej Gerwazy! Daj gwintówkę, niechaj strącę tę makówkę!” ;)
Przelałem swoje żale i ściski dupy na papier, tudzież ekran, więc mogę przejść do właściwej części recenzji. 


Ciemno brązowe piwo nalewa się z ładną, choć niezbyt bujną czapą beżowej piany, która jest drobna, puszysta i zwarta. Opada w umiarkowanym tempie, jednak o lacingu można tutaj zapomnieć.
Lekkie w smaku piwo sprawia bardzo przeciętnie wrażenie na podniebieniu. Czuć, że jest to cienkusz – w ciemno z pewnością nie dałbym mu rzeczywistych prawie dwunastu ballingów. Piwo smakuje raczej jak klasyczna ciemna desitka. Jest bardzo lekkie, bardzo łagodne i kompletnie nie inwazyjne. Mamy tu delikatnie opiekaną słodowość, mamy też tosty, skórkę chleba i odrobinę rozcieńczonej kawy zbożowej. Tłem natomiast sunie przyjemna, acz wyczuwalna doza szlachetnego chmielu oraz świeżej trawy. Goryczka niewielka, w sumie ledwo co zauważalna, jednak piwo słodkie nie jest. Wysycenie średnie w kierunku niskiego. W posmaku na wierzch wypływa subtelna kwaskowatość. Całość średnio mi smakuje, no ale ja nigdy nie byłem i raczej nie będę fanem tak delikatnych piw.

piątek, 17 listopada 2017

STARY BROWAR KOŚCIERZYNA - RED LAGER




Mamy piątek, więc to już piąte, a zarazem przedostatnie w tym tygodniu piwo ze Starego Browaru Kościerzyna. Póki co tendencja jest wzrostowa. Niemal każde piwo jest lepsze od poprzedniego. Po totalnym falstarcie i dwóch pierwszych piwach miałem już spore obawy, co do formy tego przybytku. Zaczynałem już nawet miewać nocne koszmary z tego powodu ;p Na szczęście po dwóch ostatnich pozycjach moje nadzieje nieco odżyły, bowiem już wiem, że z Kościerzyny możemy się napić dobrego napitku. A jak będzie dzisiaj?
Na kranie mam Red Lagera. Wg mojej aktualnej wiedzy winien to być nic innego, jak lager wiedeński. W skrócie zwykły lager, tyle że na trochę ciemniejszych słodach. W podwójnym skrócie – dla szanującego się beer geeka nuda jak cholera. Chyba tylko marcowe jest bardziej usypiające (prócz oczywiście tzw. „International Lagera”).
Starczy tych dyrdymałów. Przechodzimy do rzeczy, bo czas nagli. Weekend się zaczął, więc pewnie ciągnie Was do baru, a ja tu ględzę i ględzę ;)


Red Lager z Kościerzyny zadziwia już od progu – piwo jest naprawdę czerwone! Soczyście czerwone, takie intensywnie rubinowe wręcz. Piana też robi wrażenie. Może nie jest szalenie wysoka, ale z pewnością ładnie zbudowana. Zbita, drobna, puszysta i przede wszystkim trwała. Jej kolor to wypadkowa beżu i łagodnego różu. Widać, że robotę zrobił tutaj specjalny słód Best Red X. Lacing także budzi mój szacunek. Na szkle możemy podziwiać trwałe o obfite firany :)
Dziwne to jest, ale pijąc to piwo mam wrażenie, że zostały tutaj dodane czerwone owoce lub chociażby jakiś sok. Tymczasem skład milczy na ich temat, więc zakładam, że to wszystko zasługa słodu, chmieli, a może nawet też i drożdży. Piwo ewidentnie zalatuje czerwonymi owocami! Powaga. Bez trudu wyłapuję czerwoną porzeczkę, żurawinę i takie nie do końca dojrzałe maliny. Całość trąca przyjemnym kwaskiem, wnoszącym spore pokłady rześkości. Lekko opiekana słodowość, nieco zboża oraz nutki chmielu są tutaj tylko tłem dla wspomnianych owoców. W posmaku na wierzch wypływa bardzo subtelna doza granatu i różowego grejpfruta. Naprawdę po lagerze wiedeńskim nie spodziewałem się takiego owocowego kopa. W sumie to nawet nie jest to zgodne ze stylem, ale wiecie co? Mam to gdzieś. Piwo mi naprawdę smakuje. Mamy tu jeszcze szlachetną goryczkę – bardzo krótką i sumarycznie niewielką, ale zauważalną. Delikatnie grejpfrutową o takim skórkowym zacięciu. Ilość bąbelków też mi się zgadza. Ciecz jest odpowiednio, czyli umiarkowanie nasycona. Jestem urzeczony takim obrotem sprawy :D

czwartek, 16 listopada 2017

SHORT TEST: Stary Browar Kościerzyna - India Pale Ale




Prolog: Czy ktoś powiedział, że ramach cyklu „Tydzień z…” nie mogę zrobić short testu? Nikt, żodyn. Więc robię ;)
O co kaman: Dziś testuję India Pale Ale. Rzecz jasna jest to angielska IPA w odróżnieniu od tej amerykańskiej, która poszła na pierwszy ogień, ale sumie i tak bardziej smakowała jak brytyjska. Może ta dzisiejsza będzie smakować nowofalowo? Może ktoś pomylił etykiety? Może Elvis wciąż żyje? ;p
Wdzianko: Piwo wygląda pięknie. Klarowna, bursztynowo-miedziana barwa, do tego sakrucko obfita piana – kremowa w odcieniu, mieszano ziarnista, ale niezbyt trwała. Szybko się dziurawi, dość mocno osadzając się na ściankach.


Kichawa mówi: Jak cudnie to pachnie! Tak rześko i świeżo! Tak owocowo, tak lekko. Wszelkiej maści czerwone owoce mocną walą po nosie. Dalej mamy owoce leśne, przyjemną słodowość oraz nutkę przypieczonego spodu ciasta, polanego słodkim karmelem. Daleko w głębi jest nieco trawy cytrynowej i chmielu. Kichawa jest bardzo zadowolona :)
Jadaczka mówi: Piwo jest ewidentnie przegazowane – zupełnie jak AIPA. Dość wyraźnie szczypie na języku. Mamy tu fajne ciało, odpowiednią pełnię i sowitą porcję lekko opiekanej słodowości. Są nieznaczne melanoidy, karmel, biszkopty, ciastka i całkiem sporo czerwonych owoców ze szczyptą… pomarańczy (?). Na drugim planie pojawia się nieco chmielu, trawy oraz akcentów tytoniowych. Finisz jest delikatnie kwaskowy, przechodzący w lekką, acz przyjemną i szlachetną goryczkę.
Komu mogę polecić: No kuźwa wszystkim! Piwo jest łagodne w odbiorze, więc nie odrzuci nawet kompletnych laików.
Epilog: Naprawdę bardzo fajne piwko z tego wyszło. Bardzo pijalne, nieźle zbalansowane, rześkie, pełne w smaku, ale niezbyt treściwe. Ten owocowy sznyt robi tutaj zajebistą robotę. Gdyby nie wyraźne przegazowanie, byłoby wręcz super. Mimo tego mankamentu i tak jest to póki co, najlepsze piwo z tego browaru jakie piłem :)

OCENA: 7/10
CENA: 7.37ZŁ (Auchan)
ALK. 6,4%
TERMIN WAŻNOŚCI: 22.12.2017
STARY BROWAR KOŚCIERZYNA

środa, 15 listopada 2017

STARY BROWAR KOŚCIERZYNA - LAGER




Trzeci dzień „Tygodnia ze Starym Browarem Kościerzyna” to chyba odpowiedni już moment, by ocenić szatę graficzną. Co prawda nie jestem jakimś wielkim estetą, ale wiem, że sfera wizualna produktów jest bardzo ważna i doskonale wiedzą też o tym w Kościerzynie, bowiem tamtejsze piwa prezentują się naprawdę zacnie. Etykiety są spójne i mają charakterystyczny kształt, co je z pewnością wyróżnia. Mamy tu pełny skład, dość zwięzły opis stylu, niemal wszystkie parametry (prócz IBU) oraz parę zdań o tym historycznym, odnowionym browarze. Ety są naklejone bardzo równo i starannie, a śliski, „plastikowany” i najwyższej jakości papier dodaje tutaj dodatkowego splendoru. Poszczególne piwa już z daleka łatwo odróżnić, bo etykiety mają inną kolorystykę. Proste to rozwiązanie, ale jakże skuteczne.
Dziś jak widzicie na warsztat wjechał jasny lager nachmielony Magnum i naszą Sybillą. Wbrew pozorom nie jest to jednak taki zwykły lager, gdyż w Kościerzynie pokusili się, by dodać do niego płatków dębowych! O ile w ciemnych i mocnych RISach, czy porterach bałtyckich taka praktyka nie jest niczym nadzwyczajnym, o tyle w jasnym lagerze jest to dość odważne i nowatorskie posunięcie. Zobaczmy zatem, czy ten zabieg się udał. 


Zrywam kapsel i przelewam. Dość ciemny to lagerek jest. Taki wręcz bursztynowy. Od razu wiadomo, że to nie to samo co koncernowe ojrolagery. Mętność piwa jest tutaj rzeczą umowną. Moje było już dobrze sklarowane, ale przy nalewaniu nieco zaspałem i trochę syfu z dna przedostało mi się do szklanicy… Piana jest przeciętnej wielkości, mieszano ziarnista o kremowej barwie. Przy czym jest wysoce nietrwała – szybko się dziurawi i opada z głośnym sykiem.
Pijemy. Już od pierwszego łyku zauważyłem coś, czego się tu nie spodziewałem. Piwo sprawia dziwnie kwaskowe wrażenie. Nie jest to może wadą, ale przy takiej barwie oczekiwałem nieco opiekanych klimatów, a tych w zasadzie nie ma tu wcale. Napitek jest lekko kwaskowy, co sprawia przyjemnie rześkie wrażenie. Słodowość wbrew pozorom nie dominuje jakoś wyraźnie. W rzeczy samej pobrzmiewa tu taka fajna zbożowo-chlebowa nutka, ale absolutnie nie zdominowała ona smaku. Wraz z rzeczonym kwaskiem pojawiają się nieśmiałe echa cytrusów, z wyraźną obecnością soku z cytryny i limonki. Dziwne, ale prawdziwe. Daleko w tle majaczy odrobinka chmielowych akcentów, nasączonych subtelnym ziemisto-tytoniowym muśnięciem. Goryczka na znikomym poziomie, ale pasującym do całości. Wysycenie średnie, ale takie w zupełności mi wystarcza. No, nawet smaczne to jest, choć żadnej dębiny, czy drewna to ja tu nie czuję…

wtorek, 14 listopada 2017

STARY BROWAR KOŚCIERZYNA - PSZENICZNE




Przy okazji drugiego wpisu z serii „Tydzień ze Starym Browarem Kościerzyna” chciałbym Wam przybliżyć nieco samego producenta. Jak już wspominałem jest to brewpub mieszczący się w pomorskim miasteczku o wiadomej nazwie. Pub z warzelnią to jednak nie jedyny wabik na tamtejszą klientelę. Stary Browar Kościerzyna to nowoczesny kompleks, w którym mieści się jeszcze restauracja, pizzeria, hotel, centrum konferencyjne oraz centrum handlowe. Wszystko to zostało zaaranżowane w budynkach dawnego browaru kościerskiego pochodzącego z 1856 roku! Oczywiście wszystko zostało gruntownie wyremontowane/przebudowane i obecnie nie zobaczymy ani jednej oryginalnej cegły z tamtego okresu (tak mi się przynajmniej wydaje).
Wracając do piwa… Dawno nie piłem porządnego Weizena. W sumie to dawno nie piłem żadnego Weizena. A szkoda, bo lubię te mętne bawarskie pszenice. Tu jednak mamy pewną niespodziankę – chmiel Cascade oraz Tradycja. Dziwne to trochę, bo Wujek Google o tym drugim w ogóle nie słyszał, no chyba, że chodzi o niemiecki Tradition…


Samo piwo wygląda całkiem zwyczajnie. Jest książkowo mętne i ciemno złote w barwie. Może nawet ciut za ciemne jak na ten styl, lecz jestem w stanie przymknąć na to oko. Ale piana to już totalna porażka! Nie dość, że niezbyt obfita, to jeszcze okrutnie grubo pęcherzykowa i szalenie nietrwała. Zasyczała na mnie złowrogo i zniknęła nim zdążyłem cyknąć jakąś sensowną fotkę.
Pijemy. Znaczy się ja piję, a Wy czytacie ;) Jednego czego jestem pewien, to wysycenia. Jest dość wysokie i prawilne. Podoba mi się, bo wnosi spore pokłady rześkości. Mamy tu pszeniczną, czyli wyraźnie słodkawą słodowość. Są biszkopty i inne ciasteczka. Bananów w sumie niewiele. Coś tam niby z lekka pobrzmiewa, ale to nie jest poziom którego oczekuję. Goździkowych fenoli jest jeszcze mniej, więc do prawdziwego wajcena daleka droga. Chociaż z drugiej strony jaki z niego Hefe-Weizen, skoro dali tu amerykańskiego keskejda? W tle pojawia się na chwilę niewielki cytrusowy kwasek, choć finisz kończy się takim dziwnym pieczeniem na podniebieniu. Coś jakby różowy pieprz, czy inne tałatajstwo. W każdym bądź razie niespecjalnie to pasuje do profilu takiego piwa. Sumarycznie niezbyt dobrze to smakuje. Szkoda.

poniedziałek, 13 listopada 2017

STARY BROWAR KOŚCIERZYNA - AMERICAN IPA




Wstyd się przyznać, ale Stary Browar Kościerzyna jest mi zupełnie obcym przybytkiem, podobnie zresztą jak wiele innych polskich (zwłaszcza tych nowych) browarów. Wiem tylko tyle, że jest on browarem restauracyjnym lub brewpubem, a Kościerzyna jest niewielkim miasteczkiem w województwie Pomorskim. Na chwilę obecną taka wiedza mi w zupełności wystarczy.
Na piwa z tego browaru dość niespodziewanie natrafiłem w Delikatesach Centrum na totalnym zadupiu zwanym Koniecpolem (to dzisiejsze akurat dokupiłem później w Auchan). Byłem w sporym szoku, zwłaszcza że craftu było tam więcej. Jednak z tych nieznanych mi napitków były tylko piwa z Kościerzyny i to w kilku rodzajach. Dodam, że ich cena była zadziwiająco atrakcyjna. A co robi Amator Piwa, gdy widzi nieznany mu zestaw piw w okazyjnych cenach? Robi „Tydzień z browarem…” ;) No właśnie! W sumie cała ta akcja miała miejsce dzięki mojej kochanej Kasi, która jest wielkim uparciuchem. No, ale w sumie to bez znaczenia kto dał impuls do działania. Ważny jest efekt.
Niniejszym rozpoczynam „Tydzień ze Starym Browarem Kościerzyna”. Mam sześć piw do spróbowania, więc będzie się działo ;p


Otwieram i przelewam. Generalnie z piwem jest problem o czym świadczyło już złowrogie syknięcie, towarzyszące przy zrywaniu kapsla. AIPA z Kościerzyny jest piwem przegazowanym! Pieni się jak jasna cholera, co skutkuje pianą o kosmicznych wręcz rozmiarach. W zasadzie w szkle ląduje niemal sama pierzynka, zamiast piwa. Trzeba potem baaaardzo długo czekać na możliwość dolewki, bądź chłeptać ową piankę jak kot mleczko ze swojej miseczki. Jasno beżowa czapa w większości zbudowana jest z dużych i grubych pęcherzy, lecz o dziwo skubana jest zadziwiająco trwała! A lepi się do szkła jak tirówka do kierowcy TIRa ;) Dawno nie widziałem tak zacnego i obfitego lacingu. Samo piwo wygląda ślicznie. Jest klarowne, a miedziano-rubinowe kolory cudnie pobłyskują w blasku słońca.
Przejdźmy w końcu do konkretów, bo człek jara się wyglądem, a tu przecież piwo jest do wypicia. Ze względu na naprawdę długie czekanie, nasycenie zmalało do w miarę normalnych rozmiarów, choć wciąż czuć wyraźne, ale drobniutkie podszczypywanie na języku. Już po samym kolorze można stwierdzić, że to będzie raczej taka słodowo-opiekana ajpa i z grubsza się to zgadza. W ustach mamy zadziwiająco dużo opiekanej słodowości, tostów, przypieczonej skórki chleba i herbatników, polanych może nie szczególnie wielką, ale na pewno wyczuwalną ilością karmelu. Bez obaw mości państwo – jankeskie chmiele oraz owoce również tu uświadczymy. Może nieszczególnie w postaci cytrusów, lecz bardziej owoców tropikalnych, a także nieznacznych owoców leśnych! W tle natomiast buszuje swoista doza akcentów trawiastych, tytoniowych i ziołowych, zupełnie jakby to była angielska IPA. Jest też i goryczka - średnio mocna, gładka, dobrze ułożona i raczej niezalegająca. Jej ziołowo-pestkowy profil niekoniecznie jednak pasuje do piwa typu AIPA, ale taki jest fakt. Całość pije się dość dobrze, lecz mam wrażenie, że do prawdziwej amerykańskiej ajpy temu napitkowi dość daleko.

niedziela, 12 listopada 2017

Czy RISpect z Osowej Góry wzbudzi u mnie respect?



Jest dokładnie tak jak w tytule. Dziś na blogu ląduje RISpect z Osowej Góry. Poczciwy ruski imperialny Stout o bardzo prawilnych parametrach (24°Blg, alk. 9%).
Tak, dobrze widzicie - butelka jest bez etykiety. Nie bawię się w ich kolekcjonowanie, po prostu taką już nabyłem w sklepie. Widocznie odkleiła się gdzieś po drodze. Nie wiem, czy dorwał ją jakiś zbieracz, czy może wiatr mocniej zawiał. W każdym razie ety nie ma i nie będzie. Dobrze, że chociaż kapsel się ostał ;)
Historia z tym piwem jest taka, że jestem w jego posiadaniu już dość długo. O ile moje szare komórki mnie nie zawodzą kupiłem je gdzieś na początku wakacji, a może nawet przed wolnym od szkoły. Jest to już zatem piwko poniekąd trochę wyleżakowane. Dwa dni ryczałem do poduszki z powodu braku etykiety, ale nie miałem wyboru, bo to była ostatnia sztuka. Tak więc, albo biorę gołego bączka, albo obchodzę się smakiem. Wybrałem to pierwsze jak widzicie :)
Nie jestem zwolennikiem małych pojemności, nawet jeśli jest to jakiś konkretny mocarz. No bo kurde, często gęsto piwka nie wystarcza mi do końca recenzji! A ja lubię sobie sączyć takiego na przykład RISa i sobie spokojnie pisać…


Czarne jak smoła piwo pieni się dość okazale. Ciemno beżowa pianka przypomina barwą mocne cappuccino. Jest drobna, puszysta i zwarta. Opada wolno nieznacznie brudząc szkło.
Biorę łyczek i mlaskam. RIS z Osowej Góry ma zajebiście fajną teksturę. Taką gładką, puszystą, wręcz kremową. Piwo jest przyjemnie gęstawe, nieco nawet oleiste, ale nie nazwałbym go wyklejającym. To jeszcze nie ta liga. Dobre to jest i smaczne. Konkretnie czekoladowe z wyraźnym kakaowym zacięciem. Do tego dochodzi posłodzona kawa zbożowa z akompaniamentem lekko palonych słodów i prażonego ciemnego pieczywa. Tłem sunie zwiewna nutka melasy i subtelnego karmelu. Finisz jest długi, zaokrąglony, dość treściwy. Palonej goryczki nie ma tu za wiele, a całość kieruje się oczywiście w te słodsze rejony świata. W rzeczy samej balans mógłby być nieco lepiej wyśrodkowany, choć z drugiej strony przesadnej słodyczy to ja tu nie odczuwam. Alkoholu także, za co kłaniam się do samej ziemi. Piwo jest konkretnie ułożone. Respect! Czy może raczej RISpect ;p